Music For The Masses
Moderatorzy: nancy boy, Moderatorzy
-
Peter S
Music For The Masses
Długo szukałem takiego tematu, ale go nie umiałem znaleźć. Co myślicie o tej płytce?
Moje ulubione piosenki to "Never let me down again", "Strangelove", "Behind the wheel" i "Nothing". Wszędzie tam czuć tego Wilderowskiego pazura. Wrzuciłem je do jednego wora, wiem, nie zasługują na to, ale to moim zdaniem najlepsze piosenki z płyty. Pozostałe są też bardzo udane, podoba mi się tez podobny do nich "Sacred", troszkę wolniejsze, ale ze świetnym podkładem "The things you said"; "Little 15" raczej nie w moim typie, wyjątkowo nie lubię piosenki "I want you now", gdzie kompletnie nie wyszła aranżacja. "To have and to hold" podoba mi się, bo mamy bardzo oryginalny początek, gdzie słychać różne dźwięki, na samym początku jakieś radio a potem dźwięk alarmu. No i zostaje jeszcze "Pimpf". Jest to utwór bardzo nie typowy i na początku monotonny, bo ciągle to samo i nie wiele się dzieje, ale potem się trochę rozkręca, pojawiają się nowe dźwięki, a potem nagle się ucisza i kiedy ma się wrażenie, że to już koniec pojawiają się odgłosy tłuczonego szkła. Dla mnie to utwór FENOMENALNY.
Moje ulubione piosenki to "Never let me down again", "Strangelove", "Behind the wheel" i "Nothing". Wszędzie tam czuć tego Wilderowskiego pazura. Wrzuciłem je do jednego wora, wiem, nie zasługują na to, ale to moim zdaniem najlepsze piosenki z płyty. Pozostałe są też bardzo udane, podoba mi się tez podobny do nich "Sacred", troszkę wolniejsze, ale ze świetnym podkładem "The things you said"; "Little 15" raczej nie w moim typie, wyjątkowo nie lubię piosenki "I want you now", gdzie kompletnie nie wyszła aranżacja. "To have and to hold" podoba mi się, bo mamy bardzo oryginalny początek, gdzie słychać różne dźwięki, na samym początku jakieś radio a potem dźwięk alarmu. No i zostaje jeszcze "Pimpf". Jest to utwór bardzo nie typowy i na początku monotonny, bo ciągle to samo i nie wiele się dzieje, ale potem się trochę rozkręca, pojawiają się nowe dźwięki, a potem nagle się ucisza i kiedy ma się wrażenie, że to już koniec pojawiają się odgłosy tłuczonego szkła. Dla mnie to utwór FENOMENALNY.
Ostatnio zmieniony czw wrz 24, 2009 20:45 pm przez Peter S, łącznie zmieniany 1 raz.
-
satelitka
Drugie miejsce z mojej wielkiej trójki.
Płyta zawiera moją wielką miłość z początków słuchania DM - "Behind The Wheel". Zawiera też przepiękną balladę, moim zdaniem najlepszą jeśli chodzi o wokal Gore'a - "I Want You Now"
W PIMPF nie ma dla mnie żadnej monotonii.Ta melodia nie nuży, tylko wkręca. Utwór z początku spokojny (ale tylko pozornie) z każdą partią narasta, po to by w końcu zagrzmieć. No i ten fortepian....naprawdę potężny kawał dobrej muzyki.
Wspaniała, chłodna, a wręcz zimna w swoim brzmieniu, spójna w swoim nastroju, jak i nastroju odsłuchującego płyta.
Idealny kontrast dla ujmującej, grającej na uczuciach "Black Celebration".
Jak dla mnie kwintesencja Depeche Mode.
Płyta zawiera moją wielką miłość z początków słuchania DM - "Behind The Wheel". Zawiera też przepiękną balladę, moim zdaniem najlepszą jeśli chodzi o wokal Gore'a - "I Want You Now"
W PIMPF nie ma dla mnie żadnej monotonii.Ta melodia nie nuży, tylko wkręca. Utwór z początku spokojny (ale tylko pozornie) z każdą partią narasta, po to by w końcu zagrzmieć. No i ten fortepian....naprawdę potężny kawał dobrej muzyki.
Wspaniała, chłodna, a wręcz zimna w swoim brzmieniu, spójna w swoim nastroju, jak i nastroju odsłuchującego płyta.
Idealny kontrast dla ujmującej, grającej na uczuciach "Black Celebration".
Jak dla mnie kwintesencja Depeche Mode.
-
Peter S
-
satelitka
-
Strange101
- Posty: 195
- Rejestracja: śr lut 18, 2009 15:01 pm
- Lokalizacja: Kielce/Kraków
Płytka w moim osobistym rankingu również druga (z tym że ustępuje Black Celebration, a wyprzedza SGR). Niezwykle mocna pozycja.
Zaczyna się od jednego z depeszowskich hymnów - NLMDA, utworu, bez którego nie da się wyobrazić koncertu.
Potem troszkę wolniej w świetnym kawałku nr 2. To idealne przygotowanie do dwóch prawdziwych torped - Strangelove i Sacred - utworów, które niegdyś były moimi ulubionymi piosenkami w ogóle. Następnie mamy najsłabszy element płyty - do dziś nie mogę docenić Little 15.
BTW to kawałek, którego początkowo nie cierpiałem, później zacząłem tolerować, teraz nawet go lubię, choć nadal nie rozumiem wielu zachwytów nad nim.
3 końcowe utwory również są idealne. Po nich Pimpf i koniec płyty. Bardzo dobrej płyty. DM zahacza tu już dość znacznie o elektronicznego rocka, traci trochę industrialnych elementów tak widocznych na poprzednich płytach, ale MFTM to kolejny krok na drodze, której zwieńczeniem było 101.
Patrząc na trójkę SGR-BC-MFTM widać ciągłą ewolucję i zmiany, ale również zachowanie pewnego unikalnego wspólnego stylu. Te 3 płyty zdefiniowały na dobre, czym jest DM, to już dojrzałe wydawnictwa, pełne klasyków, które określiły nasze spojrzenie na ten zespół.
DM mimo wielkich różnic pomiędzy stylami poszczególnych płyt potrafiło utrzymać wspólną magię i klimat, co dobrze widać na 101, gdzie utwory z różnych płyt, choć tak od siebie inne, tworzą spójną całość i jedno z największych doznań muzycznych wszech czasów.
Zaczyna się od jednego z depeszowskich hymnów - NLMDA, utworu, bez którego nie da się wyobrazić koncertu.
Potem troszkę wolniej w świetnym kawałku nr 2. To idealne przygotowanie do dwóch prawdziwych torped - Strangelove i Sacred - utworów, które niegdyś były moimi ulubionymi piosenkami w ogóle. Następnie mamy najsłabszy element płyty - do dziś nie mogę docenić Little 15.
BTW to kawałek, którego początkowo nie cierpiałem, później zacząłem tolerować, teraz nawet go lubię, choć nadal nie rozumiem wielu zachwytów nad nim.
3 końcowe utwory również są idealne. Po nich Pimpf i koniec płyty. Bardzo dobrej płyty. DM zahacza tu już dość znacznie o elektronicznego rocka, traci trochę industrialnych elementów tak widocznych na poprzednich płytach, ale MFTM to kolejny krok na drodze, której zwieńczeniem było 101.
Patrząc na trójkę SGR-BC-MFTM widać ciągłą ewolucję i zmiany, ale również zachowanie pewnego unikalnego wspólnego stylu. Te 3 płyty zdefiniowały na dobre, czym jest DM, to już dojrzałe wydawnictwa, pełne klasyków, które określiły nasze spojrzenie na ten zespół.
DM mimo wielkich różnic pomiędzy stylami poszczególnych płyt potrafiło utrzymać wspólną magię i klimat, co dobrze widać na 101, gdzie utwory z różnych płyt, choć tak od siebie inne, tworzą spójną całość i jedno z największych doznań muzycznych wszech czasów.
Music For The Masses to taka płyta... dobra płyta. To już twórczo pełna dojrzałość zespołu, niesamowite, świeże brzmienie longplaya to także efekt wyniesienia się z ponurej, klaustrofobicznej Hansy i angażu ziemskiej inkarnacji Tygryska z Kubusia Puchatka - Dave'a Bascombe'a.
Spory ładunek niewesołych treści, po których przemieleniu przez słuchacza, jak to u Depeche, chce się żyć setkę razy mocniej.
Niepokonana oprawa graficzno-wizualna, w rankingu ''Symboliczne Symbole'' megafony obluzowują się z gryfu i odcinają od tlenu róże.
Subtelny, a jednocześnie intensywny i pełen żaru ''Behind The Wheel'', metaliczny, przytępiający zmysły ''Nothing'' oraz epicki, wzburzający krew w żyłach ''Never Let Me Down Again'' - to moi faworyci. Płyta magnetyzuje także wyznaniami grzesznika do akompaniamentu głośnych atrakcji ścieżki zdrowia ze snu psychopaty w ''To Have And To Hold'', zadziornością ''Strangelove'', opartą na melancholijnych smyczkach historii dojrzewania - ''Little 15''. Jednoznaczne, dość eksperymentalne Chcę Ciebie Natychmiast oraz dźwięki miłosnego zawodu doświadczonego w zimnym korytarzu to chyba najlepszy wśród obowiązujących zestaw Gore Meal w dyskografii... Wrażenie, że stąpamy po schodach do czyśćca, by stamtąd wyjść z bliznami, ale z dumą, psuje pełen erotycznych podtekstów ''Sacred'', który paradoksalnie...jest bezpłciowy w formie. A największą - i jedyną wadą wampirycznego ''Pimpf'' to jego umiejscowienie - chóry potępionych powinny nas witać, a nie żegnać.
Najbardziej depeszowa muzyka w muzyce depeszowego wtedy kwartetu? A niech jej, cholera, będzie.
Spory ładunek niewesołych treści, po których przemieleniu przez słuchacza, jak to u Depeche, chce się żyć setkę razy mocniej.
Niepokonana oprawa graficzno-wizualna, w rankingu ''Symboliczne Symbole'' megafony obluzowują się z gryfu i odcinają od tlenu róże.
Subtelny, a jednocześnie intensywny i pełen żaru ''Behind The Wheel'', metaliczny, przytępiający zmysły ''Nothing'' oraz epicki, wzburzający krew w żyłach ''Never Let Me Down Again'' - to moi faworyci. Płyta magnetyzuje także wyznaniami grzesznika do akompaniamentu głośnych atrakcji ścieżki zdrowia ze snu psychopaty w ''To Have And To Hold'', zadziornością ''Strangelove'', opartą na melancholijnych smyczkach historii dojrzewania - ''Little 15''. Jednoznaczne, dość eksperymentalne Chcę Ciebie Natychmiast oraz dźwięki miłosnego zawodu doświadczonego w zimnym korytarzu to chyba najlepszy wśród obowiązujących zestaw Gore Meal w dyskografii... Wrażenie, że stąpamy po schodach do czyśćca, by stamtąd wyjść z bliznami, ale z dumą, psuje pełen erotycznych podtekstów ''Sacred'', który paradoksalnie...jest bezpłciowy w formie. A największą - i jedyną wadą wampirycznego ''Pimpf'' to jego umiejscowienie - chóry potępionych powinny nas witać, a nie żegnać.
Najbardziej depeszowa muzyka w muzyce depeszowego wtedy kwartetu? A niech jej, cholera, będzie.
po SOFAD i Violator najlepszy dla mnie album DM. jak ktos napisal zawartosc DM w DM rzkeracza tu norme:)takie piesni jak NLMDA, Strangelove, BtW, zreszta, co tu wymieniac caly album jest po prostu doskonaly, zarowno w kwestii muycznej, jak i tekstowj, aranzacyjnej, dzwiekowej, teledyskowej i jakiej jeszcze by tu nie wymienic.
kiedys, do poki nie powstal SOFAD Behind the Wheel byloi dla mnie najlepszym utworem chlopakow.
a tak przy okazji, czy ktos moglby podac wszystkie single ze stronami b z MFTM, bylbym wdzieczny
kiedys, do poki nie powstal SOFAD Behind the Wheel byloi dla mnie najlepszym utworem chlopakow.
a tak przy okazji, czy ktos moglby podac wszystkie single ze stronami b z MFTM, bylbym wdzieczny
-
satelitka
Czy odwiedzi się stare zabytkowe miasto, czy wyjedzie na autostradę lub jakąkolwiek ulice, czy odwiedzi bazę wojskową lub lotnisko, czy będzie się przebywać w jakimś górzystym terenie, czy przy jakimś jeziorze lub po prostu w domu wszędzie są duchy !
Nawet budynki, rośliny czy chociażby samochody mają jakieś dusze.
Dla mnie przede wszystkim właśnie tym jest ,,M.F.T.M." To wszystko tworzy niepowtarzalny nastrój. I m. in. dlatego to moja trzecia ulubiona płyta.
Co do singli:
- ,,Strangelove"
B Side: ,,Pimpf", ,,Agant Orange"
- ,,Never Let Me Down Again"
B Side: ,,Pleasure Little Treasure"
- ,,Behind The Wheel"
B Side: ,,Route 66" (Cover Bobby Troup)
- ,,Little 15"
B Side: ,,St. Jarna", ,, Sonata No 14. (Moonlight Sonata) Beethovena"
- ,,Strangelove 88"
Swoją drogą to w tym okresie obok okresu ,,B. C" powstały moim zdaniem najlepsze single jako całość. Może nawet i najlepsze w ogóle.
A jeśli chodzi o videoclipy w poszczególnych albumowych działach, okres ,,Music..." zdecydowanie wygrywa. Tu teledyski mają najciekawszy klimat.
A kto widział clip do ,,Never Let Me Down Again (Split Mix)"
z tymi idącymi butami?
Nawet budynki, rośliny czy chociażby samochody mają jakieś dusze.
Dla mnie przede wszystkim właśnie tym jest ,,M.F.T.M." To wszystko tworzy niepowtarzalny nastrój. I m. in. dlatego to moja trzecia ulubiona płyta.
Co do singli:
- ,,Strangelove"
B Side: ,,Pimpf", ,,Agant Orange"
- ,,Never Let Me Down Again"
B Side: ,,Pleasure Little Treasure"
- ,,Behind The Wheel"
B Side: ,,Route 66" (Cover Bobby Troup)
- ,,Little 15"
B Side: ,,St. Jarna", ,, Sonata No 14. (Moonlight Sonata) Beethovena"
- ,,Strangelove 88"
Swoją drogą to w tym okresie obok okresu ,,B. C" powstały moim zdaniem najlepsze single jako całość. Może nawet i najlepsze w ogóle.
A jeśli chodzi o videoclipy w poszczególnych albumowych działach, okres ,,Music..." zdecydowanie wygrywa. Tu teledyski mają najciekawszy klimat.
A kto widział clip do ,,Never Let Me Down Again (Split Mix)"
z tymi idącymi butami?
-
Peter S
-
Libijczyk93
- Posty: 921
- Rejestracja: sob sty 06, 2007 21:57 pm
- Lokalizacja: Łódź
Edytuj swój pierwszy post w temacie,to będziesz mógł dodać ankietę... 
Co tu dużo mówić...Płyta genialna na dzień dzisiejszy nie ma tam dla mnie słabego momentu.Od początku do końca kapitalna...trochę zchrzaniona tym,żę dodano te kawałki dodatkowe,co psuje jako całość...ale przecież tak tylko jest na cd(choć ja mam oryginalną(mute) kasetę,gdzie też są te tracki...),ale nieważne...Świetny set Martina w roli wokalisty.Głos Gahana dojrzały,brzmienie wyśmienite.Jednym małym minusem jest chyba to,zę wg mnie Little 15 powinien śpiewać Martin(stwierdziłem to po przesłuchaniu demo i koncertówki z WVT),a tak poza tym jest CUD MIÓD! Zdecydowanie pierwsza trójka albumów DM.
Co tu dużo mówić...Płyta genialna na dzień dzisiejszy nie ma tam dla mnie słabego momentu.Od początku do końca kapitalna...trochę zchrzaniona tym,żę dodano te kawałki dodatkowe,co psuje jako całość...ale przecież tak tylko jest na cd(choć ja mam oryginalną(mute) kasetę,gdzie też są te tracki...),ale nieważne...Świetny set Martina w roli wokalisty.Głos Gahana dojrzały,brzmienie wyśmienite.Jednym małym minusem jest chyba to,zę wg mnie Little 15 powinien śpiewać Martin(stwierdziłem to po przesłuchaniu demo i koncertówki z WVT),a tak poza tym jest CUD MIÓD! Zdecydowanie pierwsza trójka albumów DM.
-
devoted101
- Posty: 1344
- Rejestracja: ndz lip 13, 2003 17:33 pm
- Lokalizacja: Z ulicy Kamiennej
- Kontakt:
Bardzo mu daleko do moich ulubionych albumów dM, jak dla mnie ta płytka stanowi krok do tyłu po odważnym Black Celebration. Mimo tego cenię ją sobie bardzo ze względu na ładnych kilka utworów z surowym Behind The Wheel, ślicznym martinowskim The Things You Said no i nieśmiertelnym Never Let Me Down Again na czele. Co do wspomnianego I Want You Now, może i w wersji płytowej wypada mało przekonująco, ale w interpretacji live z 1994 roku po prostu powala na kolana. Genialny aranż, kapitalna robota Alana.
-
Peter S
Devoted, a co powiesz o wersji akustycznej z WVT? Ja jak usłyszałem ją po raz pierwszy, to normalnie sie poryczałem....devoted101 pisze:Co do wspomnianego I Want You Now, może i w wersji płytowej wypada mało przekonująco, ale w interpretacji live z 1994 roku po prostu powala na kolana. Genialny aranż, kapitalna robota Alana.
-
devoted101
- Posty: 1344
- Rejestracja: ndz lip 13, 2003 17:33 pm
- Lokalizacja: Z ulicy Kamiennej
- Kontakt:
-
Libijczyk93
- Posty: 921
- Rejestracja: sob sty 06, 2007 21:57 pm
- Lokalizacja: Łódź