Zawsze docierała do mnie z jakimś opóźnieniem. Najpierw, jak kupowałem kasety i dawno miałem wszystkie albumy i większość singli, to MFTM u mnie brakowało. Albo akurat nie było w sklepie (ani na bazarze), albo było, ale ja akurat nie miałem kasy. Jak już w końcu kupiłem, to trochę ją już znałem, bo gdzieś tam u kogoś kilka razy słyszałem. Podobała się, ale bez wielkiego szału.
Potem było podobnie, jak już kompletowałem dyskografię na płytach - Music dotarł do mnie najpóźniej. Podobały mi się te niesamowite dźwięki i akordy, ale do ścisłej czołówki wciąż jej nie zaliczałem.
Większe wrażenie zrobiła na mnie, gdy skompletowałem remastery i odłuchałem w 5.1. Ale wciąż nie aż takie wrażenie, jak BC, Violator, SOFAD, czy Ultra.
Ostatnio moc tej płyty spadła na mnie z przygniatającą siłą!
Nie zmieniałem sprzętu, ani dealera, ale stwierdzam, że to obok Violka taka płyta, do której nie mógłbym się zupełnie o nic przyczepić. Na wszystkich pozostałych coś tam, choćby jakiś drobny szczegół bym zmienił. A na MFTM, podobnie jak na Violator, wszystko jest idealne: klimat, teksty, wokale, syntezatory , gitara, dynamika, stosunek szybszych do wolniejszych i Gahanowych do Gorowych - perfekcja. No prawie, bo jednak na Violator jest jeszcze lepiej.
